Okno główne

GieKSa – Odra Opole 3:0 (1:0)

Takiego wyniku nie mieli prawa przewidywać nawet najwięksi optymiści! W niedzielne wczesne popołudnie piłkarze GieKSy po raz kolejny okazali się lepsi od Odry Opole i udowodnili tym samym, że posiadają swoisty patent na tę drużynę. Dość powiedzieć, że jastrzębianie wygrali z tym rywalem wszystkie ligowe mecze od trzech pierwszoligowych sezonów! Gole na wagę najwyższego zwycięstwa w meczu o punkty od niemal dwóch lat zdobyli Aleksander Komor, Dominik Kulawiak i Daniel Rumin.

Odra Opole to rywal, z którym ekipa z Kasztanowej i Harcerskiej najczęściej walczyła na przestrzeni ostatnich czterech dekad. Tak się składało, że obie drużyny spotykały się zarówno na drugim, jak i na trzecim oraz czwartym szczeblu rozgrywkowym. Tym bardziej interesująca jest passa, jaką w ciągu ostatnich trzech lat jastrzębianie notują z tym przeciwnikiem. Jak wspominaliśmy w zapowiedzi, niezależnie od kłopotów czy impasów – GieKSa z Odrą… po prostu wygrywa. Podobnie było w dniu 2 maja.

Na rozkręcenie się pierwszej połowy trzeba było czekać do drugiego kwadransa. W 23. minucie świetną okazję do otwarcia wyniku miał Jakub Szrek, jednak jego uderzenie w krótki róg Mariusz Pawełek sparował na rzut rożny. Cztery minuty później groźnie strzelił z dystansu Konrad Nowak, ale futbolówka minęła poprzeczkę. W końcu nadeszła kluczowa 30. minuta. Po akcji Daniela Ferugi w bocznym sektorze pola karnego Odry piłka trafiła przez Daniela Rumina na głowę Aleksandra Komora, a ten wykorzystał swój okazały wzrost i otworzył wynik meczu. Dzięki zdobytej bramce jastrzębianie mogli cofnąć się na swoją połowę, zmuszając zarazem gości do (jak się potem okazało) nieskutecznego ataku pozycyjnego.

O rezultacie meczu zadecydował pierwszy kwadrans drugiej połowy. Nie wiemy, czy nasi piłkarze mieli świadomość wyniku meczu w Rzeszowie (GKS Bełchatów prowadził wówczas z Resovią), ale faktem jest, iż zagrali tak, jak powinni. Sportowe “trzęsienie ziemi” w opolskich szeregach trwało od 55. do 60. minuty. Najpierw fantastycznym uderzeniem zza pola karnego popisał się nowy kapitan GieKSy Dominik Kulawiak, który pięknym płaskim strzałem po ziemi znalazł drogę do bramki Błażeja Sapielaka. Odra nie zdążyła jeszcze otrząsnąć się po tym golu, gdy świetne podanie na pole karne zaliczył wprowadzony chwilę wcześniej Kamil Jadach. Centra “Carlosa” padła łupem Daniela Rumina, który strzałem głową ustalił rezultat. Niebawem mogło być nawet i 4:0, jednak indywidualna akcja Marka Mroza zakończyła się uderzeniem obok bramki. Do końca zawodów podopieczni Łukasza Włodarka kontrolowali grę, w zasadzie nie dając konkurentom najmniejszej nadziei na sukces.

Tak grających piłkarzy GKS Jastrzębie chcielibyśmy oglądać do końca sezonu. Jeśli nasz zespół będzie prezentował podobną formę w kolejnych meczach, to o utrzymanie możemy być spokojni. Ciekawe, co o występie przeciw Odrze pomyślał trener Jarosław Skrobacz, który oglądał niedzielne spotkanie z trybun… Przypomnijmy, że w najbliższą środę to właśnie prowadzona przez tego szkoleniowca Miedź Legnica zagości przy Harcerskiej.

2 maja 2021, Jastrzębie-Zdrój, 12:40
GKS Jastrzębie – Odra Opole 3:0 (1:0)
Bramki: Komor 30, Kulawiak 55, Rumin 60

GKS Jastrzębie: Pawełek – Kulawiak, Komor (87. Bojdys), Szcześniak, Witkowski – Apolinarski (58. Jadach), 21. Mróz (73. Niewiadomski), Bielak, Feruga (87. Sieracki), Ali – Rumin.

GALERIA ZDJĘĆ

GieKSa – GKS Tychy 0:1 (0:1)

Niestety, powtórki z meczów z Górnikiem Łęczna i Bruk-Betem Nieciecza nie było. W trzecim spotkaniu pod wodzą Łukasza Włodarka piłkarze GKS Jastrzębie przegrali z GKS Tychy 0:1 (0:1), a jedyną bramkę w tym derbowym pojedynku zdobył… rodowity jastrzębianin i były kapitan naszej drużyny Kamil Szymura. O ile pierwszą odsłonę należy spisać na straty, o tyle w drugiej gospodarze zagrali o niebo lepiej, jednak do wyrównania zabrakło nieco szczęścia.

Wprawdzie początek derbów należał do GieKSy, jednak po kwadransie gry inicjatywę przejęli goście. W 16. minucie o włos od otwarcia wyniku był Bartosz Biel, jednak uderzył ponad poprzeczką. W 31. minucie tyszanie mocno zamieszali w naszej jedenastce, ale “piłkarski bilard” zakończył się skutecznym wybiciem piłki przez naszą obronę. Niebawem Mariusza Pawełka strzałem piętką próbował pokonać Łukasz Grzeszczyk, jednak i tu jastrzębski golkiper zdążył z interwencją. W końcu nadeszła pechowa 41. minuta, w której po dośrodkowaniu Grzeszczyka z rzutu rożnego do piłki dopadł Kamil Szymura i lekkim, a zarazem celnym strzałem głową umieścił piłkę w siatce. Ostatecznie pierwsza odsłona zakończyła się zasłużonym prowadzeniem GKS Tychy, natomiast my mieliśmy ogromne powody do pesymizmu.

Jak już wiemy, wynik do ostatniego gwizdka arbitra nie uległ zmianie, jednak nasza gra po przerwie w porównaniu do występu przed nią była niczym “niebo a ziemia”. Już w 52. minucie Aleksander Komor mógł doprowadzić do remisu, jednak uderzył ponad poprzeczką. Trzy minuty później “piłkę meczową” do wyrównania wypracował sobie Farid Ali, po czym kapitalnie uderzył po długim rogu, ale tu fantastyczną interwencją popisał się Adrian Odyjewski. W 64. minucie powróciliśmy z przysłowiowej “dalekiej podróży”, gdy po rzucie wolnym wspomniany już Grzeszczyk ostemplował słupek jastrzębskiej bramki.

W odpowiedzi między 70. a 73. minutą jastrzębianie wypracowali trzy dogodne okazje do otwarcia wyniku po swojej stronie. Najpierw jednak Ali uderzył w środek bramki, a następnie strzał Kamila Jadacha przy słupku świetnie wybronił Odyjewski. Ostatnią z tych szans była bomba Marka Mroza z 30 metrów, która – gdyby znalazła drogę do siatki zamiast minimalnie minąć bramkę – zasłużyłaby bez wątpienia na miano gola roku. Na początku ostatniego kwadransa obie ekipy wymieniły jeszcze po jednym ciosie (sam na sam Szymona Lewickiego oraz centymetry od przecięcia centry przez Daniela Szczepana do “pustaka”), po czym goście postanowili założyć podwójne zasieki na swojej części boiska i… to by było na tyle. Jastrzębianie nie byli w stanie ich sforsować, a z kolei zadowoleni z prowadzenia rywale ograniczyli się do skutecznej defensywy. To przyniosło im trzy punkty i awans na pozycję wicelidera Fortuna I Ligi.

Porażka z GKS Tychy oznacza, że GKS Jastrzębie pozostanie przedostatnią drużyną w tabeli z przewagą czterech punktów nad outsiderem z Bełchatowa. Teraz przed naszym zespołem domowe starcie z Odrą Opole. Dotychczas pojedynki z opolanami każdorazowo stanowiły dla ekipy z Harcerskiej okazję do przełamania impasu. Czy również w najbliższą niedzielę będzie podobnie? Oby…

29 kwietnia 2021, Jastrzębie-Zdrój, 17:40
GKS Jastrzębie – GKS Tychy 0:1 (0:1)
0:1 Kamil Szymura ’41

GKS Jastrzębie: Pawełek – Kulawiak, Komor, Szcześniak, Witkowski (83. Rumin) – Ali, Bielak, Jadach (83. Niewiadomski), Mróz, Zejdler (46. Feruga) – Szczepan.

Włodarek zostaje na dłużej

Remisami z liderem i wiceliderem Fortuna I Ligi Łukasz Włodarek zapracował na przedłużenie “tymczasowej” kadencji jako trener GKS Jastrzębie. Klub z Harcerskiej potwierdził, iż młody szkoleniowiec będzie prowadził drużynę do końca bieżącego sezonu, a to oznacza, że właśnie pod jego wodzą nasi piłkarze powalczą o pozostanie na zapleczu ekstraklasy. Przypomnijmy, że teraz przed GieKSą cztery mecze w ciągu dwóch tygodni. Pierwszy z nich – z GKS Tychy – już w czwartkowy wieczór.

34-letni Łukasz Włodarek pracuje w GKS Jastrzębie od dwóch lat, przy czym niegdyś miał okazję występować jako piłkarz w rezerwach naszego klubu. W maju 2019 roku został włączony do sztabu szkoleniowego trenera Jarosława Skrobacza, a następnie po jego odejściu został asystentem Pawła Ściebury. Dodajmy, że Włodarek ma także na koncie m.in. pracę jako analityk w reprezentacji Polski do lat szesnastu.

Należy uzupełnić, iż Włodarek nie posiada licencji UEFA PRO, a zatem na jego pracę z pierwszą drużyną GieKSy zgodę wyrazić musiał Zespół Kształcenia i Licencjonowania Trenerów PZPN. W związku z tym klub nadal będzie poszukiwał nowego szkoleniowca na sezon 2021/2022.

GieKSa – Bruk-Bet Nieciecza 0:0

Piłkarze GKS Jastrzębie zremisowali drugie domowe spotkanie z rzędu. Z uwagi na fakt, że podopieczni Łukasza Włodarka mierzyli się ze zmierzającym do ekstraklasy Bruk-Betem Termaliką Nieciecza, rezultat bezbramkowy należy uznać za wynik co najmniej przyzwoity. Tym samym nasz zespół urwał punkty kolejno wiceliderowi oraz liderowi. Po fatalnym początku rundy wiosennej te dwa remisy stanowią mocne powody do optymizmu. Czy oznacza to, że Włodarek pozostanie na dłużej szkoleniowcem GieKSy? Nie można tego wykluczyć… coraz bardziej.

Pierwsza połowa sobotniego spotkania na Stadionie Miejskim należała do gości, którzy zdominowali środek pola. Najgroźniejsze akcje ze strony rywali to dwa strzały Patryka Czarnowskiego z 19. i 45. minuty. Pierwszy z nich był efektem szybkiej kontry gości po stracie piłki przez Lukasza Bielaka, gdy jeden z pomocników lidera zacentrował z prawego skrzydła, a Czarnowski uderzył z pierwszej piłki obok słupka. Druga akcja była jeszcze groźniejsza, jednak tym razem po główce napastnika Niecieczy świetną interwencją popisał się Mariusz Pawełek. Z kolei z naszej strony najwięcej zamieszania uczynił strzał Farida Alego z rzutu wolnego w 30. minucie, który minimalnie minął poprzeczkę.

W drugiej połowie spotkanie wyrównało się. Początek należał wprawdzie do gości (w 47. minucie Roman Gergel nie został przypilnowany w polu karnym i zdołał uderzyć z półobrotu obok słupka), ale potem więcej z gry mieli jastrzębianie. Pomiędzy 63. a 69. minutą trzykrotnie Farid Ali zagroził bramce Bruk-Betu, ale albo niepotrzebnie kiwał się zamiast strzelać, albo trafiał w obrońców rywala. Z kolei w 83. minucie “Fara” kapitalnie wdarł się w pole karne Niecieczy, jednak piłka po jego uderzeniu pofrunęła obok spojenia. Natomiast wyżej notowani goście mimo optycznej przewagi nie byli w stanie mocniej zagrozić bramce Pawełka.

Remis z liderem należy uznać za bardzo cenną zdobycz. Dzięki niej jastrzębianie mają obecnie cztery punkty przewagi nad strefą spadkową. Teraz przed nami seria ciężkich spotkań w systemie czwartek – niedziela – środa – sobota. Jeśli GieKSa utrzyma formę ze starć z pierwszą i drugą drużyną, to nie powinno być źle.

24 kwietnia 2021, Jastrzębie-Zdrój, 16:00
GKS Jastrzębie – Bruk-Bet Termalica Nieciecza 0:0

GKS Jastrzębie: Pawełek – Kulawiak, Komor, Szcześniak, Witkowski – Ali, Bielak, Zejdler (56. Apolinarski), Mróz, Jadach (75. Niewiadomski) – Szczepan (75. Rumin).

Galeria zdjęć

GieKSa – Bruk-Bet Nieciecza (zapowiedź)

Po dwutygodniowej przerwie piłkarze GKS Jastrzębie wracają do walki o pierwszoligowe punkty. Tak się składa, iż po cennym remisie z wiceliderem z Łęcznej przyjdzie podopiecznym Łukasza Włodarka zmierzyć się z prowadzącą w tabeli ekipą Bruk-Betu Termaliki Nieciecza. Międzynarodowe towarzystwo spod Tanowa pod wodzą Mariusza Lewandowskiego zmierza do ekstraklasy i bez wątpienia nie będzie chciało stracić punktów przy Harcerskiej. Spotkanie rozpocznie się w sobotę o godz 16:00. Przeprowadzimy z niego nieobiektywną relację live (LIVE >> ).

Przewagę popularnych “Słoni” nad resztą stawki najlepiej obrazuje fakt, iż zespół ten z powodu przypadków zakażenia koronawirusem ma rozegrane o trzy spotkania mniej od drużyn z lokat od drugiej do czwartej, a i tak pozostał na pierwszym miejscu. Dodajmy, że na wyjazdach Bruk-Bet przegrał dotychczas tylko raz – z coraz lepiej spisującą się Resovią Rzeszów, ale miało to miejsce w ostatnim meczu tuż przed zakażeniami. Trudno zatem wyciągać z tej porażki jakiekolwiek wnioski.

Ponieważ wystarczy rzut oka na tabelę, aby przyjąć do wiadomości, kto jest faworytem sobotniego starcia, skupmy się na naszym zespole. Czy mamy przesłanki do optymizmu? Na pewno jest kilka czynników, które mogą budzić nadzieję. Po pierwsze – jastrzębianie lubią grać z kontry, a można zakładać, że lider nie przyjedzie na Stadion Miejski, aby się bronić. Po drugie – naprawdę niezłe spotkanie przeciw Górnikowi Łęczna musi budzić dobry nastrój nie tylko w kibicach, ale też w naszej drużynie, której dobry występ był potrzebny jak rybie woda. Po trzecie – trener Łukasz Włodarek miał teraz dwa tygodnie czasu, aby nadać drużynie nieco swojej filozofii gry. Biorąc pod uwagę przebieg meczu z Łęczną, możemy mieć nadzieję, że jastrzębianie wreszcie przestaną jedynie stawiać autobus na swojej połowie (zresztą i tak bardzo felerny) i zaczną odważniej grać do przodu.

Po czwarte – trener Włodarek będzie miał do dyspozycji niemal pełną kadrę, z wyłączeniem Daniela Ferugi, który musi pauzować za kartki. Dodajmy, że Feruga nie spisywał się ostatnio najlepiej, a zatem można było zakładać, że i tak zasiądzie na ławce rezerwowych. Po piąte – sam Łukasz Włodarek będzie zapewne chciał przedłużyć swoją trenerską “tymczasową” przygodę z GieKSą, która w przypadku kolejnego dobrego meczu przypuszczalnie nie zostanie przerwana.

Dlaczego? Ponieważ przed naszymi piłkarzami niezwykle trudne dwa tygodnie, w trakcie których włączanie do sztabu nowego trenera byłoby ryzykowne. Z uwagi na przełożenie meczu z Miedzią Legnica na początek maja nasz zespół czeka bowiem aż pięć spotkań w dwa tygodnie.

Wypada życzyć jastrzębianinowi Łukaszowi Włodarkowi, aby “przypadkowo” okazał się być właściwym człowiekiem na właściwym miejscu.

Mecz z Miedzią przełożony

Działacze GKS Jastrzębie będą mieli więcej czasu na decyzję w sprawie nowego szkoleniowca naszego zespołu. Jak oficjalnie poinformował dziś rano klub z Harcerskiej, najbliższe spotkanie z Miedzią Legnica nie dojdzie do skutku z uwagi na zakażenia tzw. koronawirusem w drużynie Miedzi Legnica, z którą podopieczni Łukasza Włodarka mieli zagrać w piątek wieczorem przy Harcerskiej.

Na razie nie znamy nowego terminu rozegrania pojedynku z ekipą trenera Jarosława Skrobacza. Przełożenie zawodów oznacza, że spotkanie to będzie musiało zostać nadrobione “w tygodniu” przed zakończeniem sezonu 2020/2021.

Tym samym najbliższy mecz jastrzębianie rozegrają dopiero 24 kwietnia, podejmując lidera z Niecieczy.

GieKSa – Górnik Łęczna 1:1 (1:0)

Nie wiemy, czy pożegnanie się z trenerem Pawłem Ścieburą było “lekiem na całe zło”, ale faktem jest, że w pierwszej połowie sobotnich górniczych derbów z ekipą z Łęcznej piłkarze GieKSy rozegrali swoje najlepsze trzy kwadranse w 2021 roku. Jeśli przed meczem z zajmującym pozycję wicelidera Fortuna I Ligi Górnikiem liczyliśmy choćby na iskierkę nadziei, to teraz możemy czuć mimo wszystko pewien niedosyt. Pod wodzą Łukasza Włodarka jastrzębianie zagrali odważniej, pewniej i… wreszcie do przodu.

Już początek pojedynku zwiastował nam znacznie lepszą postawę naszego zespołu. Gospodarze wreszcie nie obawiali się oddawać strzałów na bramkę rywala, w rezultacie czego Maciej Gostomski zmuszony był interweniować po uderzeniach Marka Mroza (10. minuta) czy Łukasza Zejdlera (13.). W 19. minucie jastrzębianie tak bardzo rozochocili się w polu karnym gości, że na strzał… przewrotką zdecydował się Dominik Kulawiak. W końcu nadeszła 21. minuta. Po centrze Farida Alego z rzutu wolnego obrońcy Łęcznej zdołali jeszcze wybić piłkę, ale gdy ta trafiła do Kamila Jadacha, okazali się bezradni. “Carlos” kapitalnie dośrodkował w pole karne, gdzie świetnie znalazł się Daniel Szczepan i otworzył wynik meczu. W 27. minucie nasz zespół zaprezentował tak kombinacyjne rozegranie stałego fragmentu gry, że aż ręce składały się do oklasków. Siedem minut później Farid Ali mógł podwyższyć prowadzenie GieKSy, ale znów lepszy okazał się Gostomski. Do końca premierowej odsłony nasz zespół jeszcze co najmniej dwukrotnie mógł zdobyć drugiego gola, co budziło nasz optymizm przed drugą odsłoną.

Po przerwie na murawie pojawiło się trzech nowych zawodników gości, a zatem możemy domniemywać, iż w szatni Górnika nie było miło i sympatycznie. Rewolucja przyniosła jednak efekt, bowiem goście z minuty na minutę przejmowali inicjatywę. Ostatnie pół godziny należało już do rywali, którzy na dodatek nie unikali także nieczystych zagrań. W 67. minucie takim wybrykiem popisał się Bartosz Śpiączka, a efektem była kontuzja pleców Mariusza Pawełka. Doświadczony golkiper musiał opuścić murawę, a w jego miejsce pojawił się Grzegorz Drazik. Niestety “Draziu” miał ogromnego pecha, ponieważ już po pierwszej akcji rywali musiał wyciągać piłkę z siatki. Niewielkim pocieszeniem dla wychowanka Szkółki Piłkarskiej MOSiR jest fakt, że nie miał praktycznie żadnych szans przy strzale głową wspomnianego Śpiączki. Gol dla Łęcznej przebudził gospodarzy. W 75. minucie jastrzębianie powinni byli wrócić na prowadzenie, jednak najpierw sędzia nie podyktował karnego za faul na Danielu Ruminie, a następnie Farid Ali niepotrzebnie przekombinował w polu karnym gości. W 88. minucie znów szczęście dopisało przeciwnikom, gdy po centrze Farida jeden z obrońców Górnika tak pechowo (lub szczęśliwie) wybił piłkę, że trafił w słupek. W doliczonym czasie gry goście ponowili ataki i dwa z nich należy określić jako stuprocentowe okazje do gola. Tu jednak świetnie spisali się kolejno Lukasz Bielak i Grzegorz Drazik, dzięki czemu cenny punkt pozostał przy Harcerskiej.

Teraz przed GieKSą kilka dni przygotowań do pojedynku z Miedzią Legnica, który odbędzie się w przyszły piątek. Czy trenerem naszych piłkarzy wciąż będzie Łukasz Włodarek, czy też poznamy nazwisko nowego szkoleniowca – to słodka tajemnica działaczy z Harcerskiej.

10 kwietnia 2021, Jastrzębie-Zdrój, 16:00
GKS Jastrzębie – Górnik Łęczna 1:1 (1:0)
1:0 Daniel Szczepan ’21
1:1 Bartosz Śpiączka ’72

GKS Jastrzębie: Pawełek (69. Drazik) – Kulawiak, Szcześniak, Komor, Witkowski – Bielak, Ali, Mróz, Zejdler (60. Feruga), Jadach (60. Niewiadomski) – Szczepan.

Galeria zdjęć z meczu >>

GieKSa – Górnik Łęczna (zapowiedź)

Biednemu wiatr zawsze w oczy – mogą powiedzieć piłkarze i kibice GKS Jastrzębie. W momencie, gdy klub szuka nowego szkoleniowca, a zespół zmuszony jest poprowadzić dotychczasowy asystent Pawła Ściebury – Łukasz Włodarek, nasza drużyna mierzy się z jedną z sensacji sezonu i bynajmniej nie będzie faworytem tego starcia. W sobotę o godz. 16:00 GieKSa podejmie na Stadionie Miejskim wicelidera z Łęcznej, który – choć jest beniaminkiem – to walczy o powrót do ekstraklasy i jak na razie pozostawia w tyle teoretycznie mocniejsze ekipy z Gdyni i Łodzi.

Nasi piłkarze mają ze sobą bardzo trudny i nieudany początek rundy wiosennej. Faktem jest, że dwa pierwsze mecze były powodem do optymizmu, ale został on całkowicie wygaszony w czterech kolejnych spotkaniach. Czy problem tkwił jedynie w strategii i pomysłach trenera Ściebury, czy też porażki mają głębsze powody – odpowiedzi na te pytania poznamy zapewne w ciągu najbliższych tygodni. Na razie jednak jastrzębianie w ten czy inny sposób muszą zacząć punktować, bo inaczej Majówkę przywitają na dnie pierwszoligowej tabeli.

W sobotnim pojedynku trener Włodarek będzie miał do dyspozycji wszystkich zawodników. Nikt nie narzeka na urazy czy kontuzje, a jedynym nieobecnym jest rzecz jasna Adam Wolniewicz, który z uwagi na przewlekłą kontuzję kolana postanowił w wieku 28 lat zakończyć karierę. Czy jednak pełna kadra z Harcerskiej wystarczy na wicelidera, z którego szeregach bryluje Bartosz Śpiączka? Pamiętamy tego zawodnika jeszcze z niesamowitego meczu 1/8 finału Pucharu Polski w sezonie 2016/17. Jego partnerem z drużyny był wtedy między innymi nasz obecny obrońca Aleksander Komor.

Mecz z Górnikiem Łęczna odbędzie się bez udziału publiczności, a transmisję przeprowadzi Ipla.tv. Ponadto klub zaprasza na relację radiową, która zostanie przeprowadzona na oficjalnym profilu klubu na Facebooku.

Pozostałych kibiców, a także fanów naszych nieobiektywnych relacji tekstowych, zapraszamy na https://jasnet.pl/live-gieksa-vs-gornik-leczna/

GieKSa pożegnała Ścieburę!

Pierwszy dzień po świętach przyniósł nam małe trzęsienie ziemi w jastrzębskim futbolu. Jak poinformował klub z Harcerskiej, za porozumieniem stron rozwiązana została umowa z trenerem Pawłem Ścieburą, który objął drużynę w lipcu minionego roku.

Oficjalnych powodów tej decyzji nie podano, ale można domniemywać, iż głównym czynnikiem odejścia Ściebury jest fatalna postawa GieKSy na starcie rundy wiosennej. W sześciu meczach nasi piłkarze przegrali pięciokrotnie, a ponadto w czterech ostatnich meczach zaprezentowali się mocno poniżej oczekiwań. W efekcie przewaga nad strefą spadkową zmniejszyła się do trzech punktów.

– Do czasu podpisania umowy z nowym trenerem, funkcję pierwszego trenera GKS-u Jastrzębie sprawował będzie dotychczasowy asystent, Łukasz Włodarek – czytamy na oficjalnej stronie klubu.

GieKSa – Puszcza Niepołomice 1:2 (1:2)

Piłkarze GKS Jastrzębie ponieśli czwartą porażkę z rzędu. Co gorsza, podopieczni Pawła Ściebury ponownie rozegrali bardzo przeciętne spotkanie, w którym o pomstę do nieba wołała postawa w defensywie. Jastrzębianie dosłownie sprezentowali rywalom kilka okazji do zdobycia gola, pozostawiając niepilnowanych zawodników gości przy linii pola karnego. To nie był jednorazowy błąd, ale… wręcz systemowo powtarzana pomyłka.

GieKSa rozpoczęła spotkanie z Dominikiem Szczęchem w podstawowej jedenastce, ale nasz szybki skrzydłowy nie wyrósł ponad zwykle wystawianych do gry kolegów, nie ustrzelił hattricka, więc – choć nie był gorszy od innych – został zastąpiony Jakubem Apolinarskim już w 55. minucie. W bramce z kolei pozostał Grzegorz Drazik, który przy obu bramkach dla Puszczy miał niewiele do powiedzenia, bowiem winę w tych przypadkach ponosiła nasza defensywa. Sam golkiper w kilku sytuacjach spisał się nieźle, a na miano znakomitej zasługuje jego interwencja w sytuacji sam na sam z 45. minuty. Czy to wystarczy, aby Drazik pozostał w bramce? Przekonamy się niebawem.

Wielkosobotni mecz rozpoczął się fatalnie dla GieKSy. Już w 8. minucie drużyna spod Krakowa objęła prowadzenie, gdy nasza obrona pozostawiła na jedenastym metrze całkowicie niepilnowanego Jakuba Bartosza. Napastnik Puszczy miał czas, żeby przemyśleć swoją sytuację, złożyć się do przewrotki i wykonać ją w całkiem efektownym stylu. Na szczęście na tę sytuację gospodarze jeszcze zareagowali. W 11. minucie po małym bilardzie w polu karnym gości szansę na gola miał Kryspin Szcześniak, ale został zablokowany. Chwilę później ten sam zawodnik został sfaulowany w polu karnym (choć całkowicie niepotrzebnie dołożył jeszcze mnóstwo aktorstwa), w efekcie czego sędzia wskazał na wapno. Do piłki podszedł Daniel Szczepan i pewnym strzałem w prawy róg wyrównał stan meczu.

Wydawało się, że najgorsze za nami. Nasz zespół miał pójść za ciosem, a tymczasem popełnił kolejny kryminał w defensywie. W 16. minucie po rzucie wolnym piłka nie potrafiła opuścić naszego pola karnego, aż w końcu trafiła do zupełnie niepilnowanego Michała Czarnego, który zdążył strzelić, poczekać aż Drazik obroni, a następnie dobić i utonąć w ramionach kolegów.

Co było dalej? Piłkarze Puszczy ustawili autobus na czterdziestym metrze i groźnie kontrowali. My z kolei biliśmy głową w mur, ale najlepszą sytuacją do wyrównania był strzał Jakuba Apolinarskiego z 61. minuty, gdy piłka po odbiciu od obrońcy gości o mały włos nie wpadła do bramki.

A teraz do rzeczy – panowie, coś tu nie gra. Od czterech spotkań gramy po prostu źle. Dół tabeli punktuje aż miło, a nasz pogromca z minionego weekendu Widzew Łódź został zmieciony w Sosnowcu. Strefa spadkowa wydawała się bardzo odległa, a tymczasem znajdujący się w niej GKS Bełchatów ma do nas trzy punkty straty.

Przed nami teraz szereg domowych spotkań z Górnikiem Łęczna, Miedzią Legnica, Bruk-Betem Nieciecza, GKS Tychy i Odrą Opole. Nie poradziliśmy sobie z potężnymi rywalami z Głogowa i Niepołomic, bo rywale złośliwie nie chcieli dopasować się do naszego stylu gry. Jeśli szybko nie wrócimy do tego, co graliśmy pod koniec rundy jesiennej oraz w meczu przeciw Koronie Kielce, to naprawdę zostaniemy tymi jedynymi frajerami, którzy spadną z tej ligi.

3 kwietnia 2021, Jastrzębie-Zdrój, 12:40
GKS Jastrzębie – Puszcza Niepołomice 1:2 (1:2)
Bramki: Szczepan 13 (karny) – Bartosz 8, Czarny 16

GKS Jastrzębie: Drazik – Kulawiak (80. Słodowy), Komor, Szcześniak, Witkowski – Jadach (46. Ali), Feruga (73. Rumin), Mróz, Bielak, Szczęch (55. Apolinarski) – Szczepan.