28.08
(d)
27.02
(w)

05.09
(w)
06.03
(d)

12.09
(d)
13.03
(w)

19.09
(w)
20.03
(d)

26.09
(d)
20.03
(w)

30.09
(w)
27.03
(d)

04.10
(w)
03.04
(d)

10.10
(w)
10.04
(d)

17.10
(w)
17.04
(d)

24.10
(w)
28.04
(d)

06.11
(w)
01.05
(d)

14.11
(d)
08.05
(w)

21.11
(w)
15.05
(d)

28.11
(d)
22.05
(w)

02.12
(w)
29.05
(d)

05.12
(d)
05.06
(w)

12.12
(w)
12.06
(d)
GKS Jastrzębie
Strona główna
Terminarz
Tabela
Kadra
Statystyki
Puchar Polski
Galeria zdjęć
Stadion
Wiadomości
Kontakt
Historia
Historia
Poprzednie sezony
Statystyki
Najlepsi Strzelcy
1
Marek Mróz
1
Daniel Rumin
Pełne statystyki zawodników
Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło

Zapamiętaj mnie



Rejestracja
Zapomniane hasło?
Użytkowników Online
Gości Online: 3
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanych Użytkowników: 1,593
Nieaktywowany Użytkownik: 0
Najnowszy Użytkownik: ~patrykmiasko
"Trzeba przywrócić modę na Gieksę"
Jerzy Woźniak
Przed tygodniem Jerzy Woźniak został wybrany nowym prezesem GKS Jastrzębie. Człowiek, który przed dwudziestu laty jako bramkarz przyczynił się do awansu naszej drużyny do ekstraklasy, obecnie wraca do Jastrzębia jako działacz.

Sytuacja w Gieksie nie jest najlepsza, ale nowy prezes stara się być optymistą. Chce zbudować solidne fundamenty, na których nasz klub będzie w stanie powrócić do pierwszej ligi. Ważnymi kwestiami będą również poprawa wizerunku GKS Jastrzębie, a także odbudowanie zaufania sponsorów. "Trzeba przywrócić modę na Gieksę" - tak nowy prezes rozpoczyna pracę w klubie przy Harcerskiej.

- Co skłoniło Jerzego Woźniaka do powrotu do Jastrzębia?
Jerzy Woźniak - Przede wszystkim witam serdecznie wszystkich kibiców po tych 20 latach. Wyniosłem stąd bardzo miłe wspomnienia, a swego czasu miałem tu wielu fanów. Co skłoniło? Telefony od przyjaciół z Jastrzębia. Od prezesa Joachima Langera, a także od Mirka Szwargi, Jarka Matusiaka czy Janka Śleziaka. Wiedzieli, że od pewnego czasu działam w sporcie i mam jako takie zdolności organizacyjne. Trzeba przyznać, że trwało to od poprzedniej przerwy zimowej. Latem byłem już prawie zdecydowany na pracę dla GKS. W okresie rozgrywania baraży o utrzymanie w I lidze byłem z synem na wakacjach nad morzem. Po powrocie miałem przyjechać do Jastrzębia, ale otrzymałem informację, że klub nie dostał licencji. I klops.

- Można było o nią walczyć.
- Tak, ale ja chciałem znać konkrety. Co, gdzie i jak. Tymczasem w Jastrzębiu były wybory i kontakt się urwał. Nie chciałem wpraszać się na siłę i pozostałem w Oławie. Ważne, że teraz już jestem w Gieksie. Nie chcę się odnosić do tego, co było wcześniej. Nie mam również najmniejszego zamiaru kreować się na zbawcę, bo czeka nas dużo pracy. Na razie trzeba wdrożyć program naprawczy.

- Wspomniał Pan o Oławie. Na forach internetowych kibice tego klubu nie mają najlepszego zdania o swoim byłym prezesie.
- W Oławie byłem prezesem przez dwa lata. W tym czasie podniosłem klub z ruin dna starej czwartej ligi i zainwestowałem w młodzież. Zostawiłem MKS Oława na ósmym miejscu w tabeli, a juniorów na najwyższym szczeblu rozgrywek. Rok temu dokonałem pewnego manewru i, jak sądzę, stąd przypomniano sobie o mnie w Jastrzębiu. Otóż dokonałem fuzji pomiędzy Oławą a Wulkanem Wrocław w trakcie rozgrywek, co wcześniej nie było praktykowane. Podobną drogą poszła Ślęza Wrocław, dokonując fuzji z Gawinem. Przy czym tam było łatwiej, bo ostatni z wymienionych klubów jest spółką akcyjną. Pozwalały na to przepisy FIFA i UEFA, ale PZPN nie chciał tego uznać. W końcu jednak musieli stwierdzić, że wszystko odbyło się w zgodzie z prawem. Przyznali, że jakiś tam gość, w jakiejś tam Oławie, znalazł lukę w przepisach. Przyznali, że jakiś tam gość, w jakiejś tam Oławie, znalazł lukę w przepisach. To chyba ewenement na skalę światową, że w trakcie rozgrywek połączono dwa kluby. Tydzień później Związek dokonał takich zmian w regulaminach, że dziś już nie można tego powtórzyć. Jednocześnie ucinam jakiekolwiek spekulacje, że zostawiłem klub w zadłużeniu. Do zapłacenia pozostaje 60 tys. bieżących, co podkreślam, wypłat dla piłkarzy za grudzień i styczeń. A ja w tym czasie zrezygnowałem z pracy w MKS Oława, gdyż władze miasta zadeklarowały, że nie są zainteresowane istnieniem sekcji seniorów i będą utrzymywać jedynie futbol na poziomie młodzieżowym. Tym samym zniszczono to, co ja budowałem. Drużyna się rozleciała, a ja słyszę, że uciekłem na lukratywną posadę do Jastrzębia. Niech kibice GKS ocenią, czy jest to obecnie naprawdę lukratywna posada.

- Tak lukratywna, że Joachim Langer nie potrafił przez kilkanaście miesięcy znaleźć następcy.
- W Oławie miasto wystraszyło się moich ambicji. Chciałem awansować do drugiej ligi, a burmistrz obawiał się tego, że zwiększą się wydatki. Niestety, w Oławie jest tak, jak jest. Mam wrażenie, że władze po prostu nie chcą, aby miasto rozwijało się w jakimkolwiek kierunku. Tam nie ma kina czy krytego basenu. Ostatnim bastionem rozrywki czy kultury był właśnie klub piłkarski. Jak można mówić, że ja chciałem cokolwiek zniszczyć, skoro zatrudniłem jako szkoleniowca Krzysztofa Pawlaka, mającego za sobą nawet pracę z reprezentacją Polski. Ale miasto nie chciało w niczym pomóc. Dlatego złożyłem rezygnację, choć przygotowałem budżet na poziomie 65 tys. zł miesięcznie. Poszło praktycznie o 5 tys. zł na miesiąc, czyli 60 tys. zł rocznie, z kasy miejskiej. A przecież Oława to klub miejski, a nie mój prywatny.

- Przejdźmy zatem do kwestii związanych z GKS Jastrzębie. Jaki jest plan nowego prezesa?
- Najważniejsze jest to, aby wszyscy ciągnęli ten wózek w jedną stronę. Przede wszystkim kibice, których chcę zachęcić do powrotu na stadion. Nie mam zamiaru mówić, że potrzebuję "tyle i tyle" pieniędzy, bo jeśli solidnie popracujemy, to kasa sama się pojawi. W tej chwili nie mam tu żadnych umów ze sponsorami. Moja filozofia działania Gieksy polega na oparciu się na patronacie miasta. Nie znaczy to jednak, że władze mają nas utrzymywać. Klub przecież do nich nie należy, tylko jest autonomicznym stowarzyszeniem. Przeanalizowałem zadłużenie wobec zawodników, firm oraz instytucji. Następnie zwróciłem się do prezydentów i radnych z moim planem działania. Złożyłem również pismo przewodnie wraz z załącznikami o sytuacji klubu u prezesa JSW SA Jarosława Zagórowskiego. Na razie nie udało mi się z nim spotkać, ale mam nadzieję, że szybko do tego dojdzie. Żeby jednak było jasne - nie liczę na ogromną pomoc ze strony Spółki. Mam plan małych kroków w formie pomocy miesięcznej, z której zawsze nastąpi odpowiednie rozliczenie. Nasz klub niczego od nikogo nie żąda, ale proponuje współpracę na zasadach partnerskich. Coś za coś. Solidny klub piłkarski będzie wpływał pozytywnie na wizerunek miasta. Trzeba to wszystko poukładać. Ściągnąć na mecz kibiców z całymi rodzinami, którzy będą mogli kupić bilet w przedsprzedaży i nie będzie potrzeby stania w długiej kolejce. Mecz powinien być weekendowym świętem. Sport to też odłam kultury i ma ogromne oddziaływanie na środowisko. Dlatego mam również nadzieję na spotkanie z prezesami klubów siatkarskiego i hokejowego, których pozdrawiam. Trzeba wypracować pewne harmonogramy, aby żaden kibic nie musiał wybierać, co danego dnia obejrzy. Mecz piłkarski powinien być fantastyczną alternatywą zarówno dla studenta, jak i górnika. Zarówno dla młodego człowieka na dorobku, jak i ustatkowanego ojca rodziny. Ktoś woli wybrać w sobotę budkę z piwem. A ja wolałbym, aby przyszedł na stadion, a później udał się do zaprzyjaźnionego z Gieksą lokalu. Ktoś inny chce spędzić weekend z rodziną. Więc najpierw na mecz, a później do "naszej" restauracji na pizzę. To wszystko w ramach programu partnerskiego, który chcę stworzyć.

- To kolejny z filarów, na których chce Pan oprzeć działanie klubu?
- Istnieje w naszym mieście grupa solidnie działających mniejszych przedsiębiorstw, które mogą wesprzeć klub poprzez program partnerski dla kibiców. Szczegółowo przedstawię go w najbliższym czasie. Chcę, aby był dobrze dopracowany, ale też stał się swego rodzaju niespodzianką. Mam zamiar zaprosić przedstawicieli mniejszych firm oraz media na spotkanie-konferencję, gdzie przedstawiona zostanie moja wizja GKS Jastrzębie. Wszystko to będzie szeroko relacjonowane przez naszą stronę oficjalną oraz JasNet, z którym nie ukrywam, że chcę ściśle współpracować. Trzeba zmienić atmosferę wokół klubu. Nie chcę, aby ktoś znów myślał, że "piłka żąda". Kolejną kwestią są gadżety związane z Gieksą. Nie ukrywam, że chcę rozwinąć działalność klubu również w tym kierunku. Logo GKS Jastrzębie to znak zastrzeżony, a określają ten fakt przepisy skarbowe. Chętnie spotkam się z osobami, które dotychczas sprzedawały szaliki i czapeczki z naszym herbem. Chcę z każdym współpracować. Ale niestety, od teraz to klub będzie narzucał ceny, które wszędzie będą takie same celem uniknięcia szarej strefy, i produkty do kolportażu. Po pierwsze dlatego, że to klub powinien czerpać z tego jakiś zysk. Po drugie, należy stworzyć w tej materii jakąś strategię, aby nikt nie musiał się wstydzić. Nie może być tak, że budujemy pozytywny wizerunek futbolu, a ktoś wyskakuje z transparentem "Śmierć Żydom", jak to kiedyś miało miejsce na jednym ze stadionów. To oczywiście przerysowanie, ale ma służyć jako przykład. Liczę na to, że wzory gadżetów będą nie tylko uzgadniane z naszymi kibicami, ale wręcz przez nich wymyślane.

- Wspominał Pan, że w Oławie zawiodło miasto. W Jastrzębiu jest zatem lepszy klimat dla futbolu?
- Nie można powiedzieć, że miasto całkowicie zawiodło, gdyż tam nie chciano tylko profesjonalnej piłki. Natomiast władze mają zamiar inwestować wyłącznie w juniorów, a to inna kwestia. Tam przecież był mocny drugoligowy klub, gdy istniały potężne Jelczańskie Zakłady Samochodowe. Ale dziś są inne czasy i trzeba umieć to wykorzystać. Ja nie idę do Jastrzębskiej Spółki Węglowej i mówię "Dajcie mi". Mam produkt, który chcę zaprezentować i w który warto zainwestować. Wiem, że obecnie jest to ostatnie miejsce w drugiej lidze, ale nie od razu Kraków zbudowano. W Jastrzębiu buduje się hala i powstaje nowa siedziba Spółki. Jest trend do wykorzystywania nowych rozwiązań. Mam nadzieję, że klub pod moimi rządami również będzie szedł tą drogą i wrócimy do pierwszej ligi. A być może nawet do ekstraklasy. Dlaczego nie? Skoro kiedyś udało mi się to jako piłkarzowi. Przecież tu nie było wirtuozów futbolu, tylko "chłopy z jajami" z drugiej i trzeciej ligi. Teraz trzeba wszystko postawić na solidnych fundamentach. Ale to od prezesa wszystko zależy, tak jak sytuacja miasta od jego prezydenta, a sytuacja Spółki od jej sternika. To szefowie wymyślają i narzucają strategię. Jeśli podpiszę zbyt wysokie kontrakty, to się z nich potem nie wywiążę. Oczywiście, każdy chce mieć u siebie Ronaldihno czy Beckhama. Ale nie wszystkich stać. Można jednak iść drogą klubów holenderskich czy rumuńskich, jak Unirea Urziceni. Tam Dan Petrescu w małym miasteczku zrobił Ligę Mistrzów. A mieli trzy razy mniejszy budżet niż Wisła. Ale on wprowadził sensowne zasady, że piłkarze żyli klubem cały czas i wiedzieli co mają robić.

- W Wiśle Petrescu pracował i jedyne co wyniósł to to, że Polacy to lenie.
- Dokładnie. Nie wprowadzę w Jastrzębiu od zaraz profesjonalizmu, ale teraz jest tak, że zawodnicy spotykają się na śniadaniu. Ja dzięki temu wiem, że piłkarz nie wstał na 15 minut przed treningiem i nie trenuje na pusty żołądek. Nie mdleje i ma energię. Widzę też, co jedzą. Kiedyś w Oławie piłkarz w szatni jadł bułkę z McDonalda przed meczem. Tak nie może przecież być.

- Co najmniej jeden profesjonalista w Jastrzębiu jest. To Witold Wawrzyczek, który przecież swego czasu grał w Bundeslidze i wie, na czym polega poważna piłka.
- Muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem pracy chłopaków. Na ile mi czas pozwala, to mam z nimi kontakt. Czasami przy śniadaniu można porozmawiać. Byłem też z nimi na obozie. Zgodzili się na obniżenie pensji i podjęli rękawicę. Naprawdę jestem pod wrażeniem ich charakteru. Sami pracują na siłowniach. To dla mnie sukces, bo tak jak wspomniałem, chcę budować drużynę w oparciu o takich ludzi.

- "Z jajami".
- (śmiech). Dokładnie. Widzę, że chcą chcieć. A ja jestem od tego, aby stworzyć im normalne warunki przygotowania do sezonu. Muszą dostać wypłaty w terminie, żeby zanieść matkom, żonom i dziewczynom. Wtedy piłkarz nie słucha w domu, że nie ma za co ubrać rodziny. Że nie ma co jeść.

- A żona narzeka, że zamiast poważnej roboty, to gość się bawi w futbol.
- To trzeba zmienić. Jestem jednak realistą. Najbliższe tygodnie będą bardzo ważne. Zobaczymy, jak odpowiedzą nasi potencjalni partnerzy. Mogą przecież powiedzieć, że nie obchodzi ich, że jest nowy prezes. Ale trzeba pracować. Ja nie żądam nic za darmo. Mówię tylko, aby dali mi wędkę. A ja już sobie tę rybę złowię. Jeśli wdrożymy plan naprawczy, to z czasem naprawdę będzie lepiej. Ja nie "zabiję" nikogo hasłem, że ma mi dać na przykład 50 tys. zł. Nie. Daj mi 200 zł, daj mi 500 zł. Kilkadziesiąt firm wspierających klub niewielkimi sumami potrafi stworzyć naprawdę solidny budżet. Trzeba również rozwinąć samą strukturę klubu. Tu też potrzebuję ludzi z charakterem. Nie mówię, że mają siedzieć po 10 godzin w biurze, tak jak ja. Ale będą potrzebni specjaliści od marketingu i sprzedaży gadżetów. Solidni i oddani, którzy będą chcieli pójść moją drogą. Trzeba przywrócić modę na Gieksę. Kibice muszą czuć się potrzebni. To oni są największym wsparciem dla nas. Niech dopingują, niech będą dwunastym zawodnikiem.

- Ma Pan w planach spotkanie z szerokim gronem sympatyków GKS Jastrzębie?
- Mam nadzieję spotkać się nie raz, i nie dwa. Trzeba organizować cykliczne spotkania nie tylko ze mną, ale też z trenerem i piłkarzami. Musi być przepływ informacji. Kibice muszą ufać klubowi, bo wtedy przy kasie ktoś powie sobie "Dam na Gieksę, kupię dwa bilety". Będzie widział w tym sens. Chcę, aby kibice pomagali klubowi. Żeby nie było zadym, ale jednocześnie żeby na stadionie było prawdziwe szaleństwo z dopingiem. Jak będzie potrzeba, to sam wezmę szalik, pójdę do młyna i będę zdzierał gardło. Natomiast zadyma w niczym klubowi nie pomoże. Zaraz policja będzie kazała płacić podwójnie za ochronę. No jaki w tym sens, żeby ktoś robił zadymę, a ja muszę płacić za to, żeby go pilnować. Jestem za tym, żeby ochrona na stadionie była jak najmniej widoczna. A pieniądze, które miały iść na ochronę, wolę wydać na darmowe gadżety dla kibiców. Albo kupić za to trzy beczki piwa i po świetnym meczu z fantastycznym dopingiem zaprosić do zaprzyjaźnionego pubu i "pijcie panowie na koszt prezesa". W tym jest przecież sens!

- Na zebraniu wyborczym zadeklarował Pan, że nie będzie pobierał żadnej pensji w klubie do momentu, w którym GKS Jastrzębie będzie miał choć złotówkę zadłużenia.
- Oczywiście. Klub jest w takiej sytuacji, a nie innej. Ja bardzo lubię tę robotę, ale też zostawiam tu zdrowie i naprawdę sporo czasu, który powinienem poświęcić własnej rodzinie. To ja mam tego garba na plecach. Poza tym ilu kibiców powie, że co to za prezes, który tu nie zarabia. "To pewnie kradnie" - stwierdzą. Ja jestem za tym, żeby każdy zarabiał. Komuna się skończyła. Jeśli ktoś przyniesie mi do klubu na przykład 100 tys. zł, to czemu ma nie dostać 10% z tego? Przecież gdyby nie on, to w klubie nie byłoby tych 90 tys. zł. Jeśli ja, jako prezes, załatwię w klubie odpowiednie sprawy, to czemu miałbym nie otrzymywać premii za dobrą robotę? Chyba to logiczne i każdy zdrowo myślący człowiek to przyzna. Ponadto jeśli w klubie ktoś pracuje społecznie, to ja go nie mogę rozliczyć. A co mi po takim pracowniku?

- Jakie są zatem najbliższe plany prezesa Jerzego Woźniaka?
- Na razie trzeba wszystko poukładać. Jest dużo porządkowania w gabinetach. Wiem, że tego nie widać na zewnątrz, ale to naprawdę ciężka robota. Niektórzy mogą tego nie doceniać. Na dziś mamy kadrę złożoną z 24 piłkarzy i byliśmy na obozie w Głuchołazach. Chcę również za wszelką cenę wysłać zawodników na zgrupowanie do Turcji. Po pierwsze dlatego, że tam jest ciepło, nie ma śniegu i są normalne boiska. A po drugie, niech zobaczą, jak może być w przyszłości. Niech poczują, jak wygląda profesjonalny futbol. Oni już teraz świetnie pracują. Jest ogromna chęć do pracy. Mam nadzieję, że to przeniesie się też na naszych kibiców. Niech widzą, jak Gieksa się odbudowuje. Przecież kibic to jeden z naszych najważniejszych sponsorów. Ja ze swej strony gwarantuję przejrzystość i transparentność. Wszystko będzie do sprawdzenia, oczywiście do granicy możliwości. Jeśli jakaś firma zastrzeże sobie tajemnicę, to inna sprawa. Ale mam nadzieję, że nasza ciężka praca złamie serca nawet najbardziej opornych przedsiębiorców. Niech widzą, że warto nam zaufać. Bo nie żyjemy już w czasach dyktatury, że tylko praca i dom, dom i praca. Ludzie muszą wypocząć, mieć rozrywkę. Po to firmy organizują szkolenia i wyjazdy. A mecze GKS Jastrzębie naprawdę mogą stać się fantastyczną sprawą, która będzie obowiązkowym punktem w tygodniowym planie działania mieszkańców naszego miasta. Najpierw na mecz, potem do pubu. A przy okazji jakichś okoliczności można zorganizować różnego rodzaju imprezy czy festyny. Przecież wielkimi krokami zbliżają się rocznice powstania klubu, a potem również historycznego awansu do ekstraklasy.

- Co Pan miał okazję przeżyć przed ponad dwudziestu laty jako bramkarz naszej drużyny.
- I to jest właśnie główny powód powrotu do Jastrzębia. Sentyment. Przecież tu zaczęła się i skończyła moja prawdziwa piłkarska kariera. Tu przyczyniłem się do awansu, ale tu też straciłem zdrowie, doznając paskudnej kontuzji. Chcę tu wrócić w innej roli.

- I z czasem oddać Ruchowi Chorzów te bramki, których Panu nastrzelał?
- To jest bez wątpienia dobry cel (śmiech).

Rozmawiali: Mariusz Gołąbek i Patryk Kalinowski.

Wywiad ukazał się również na łamach Jastrzębskiego Portalu Informacyjnego JasNet.

akrat dnia stycznia 31 2010 22:30:28 3 Komentarzy · 3232 Czytań · Drukuj
Komentarze
Malysz dnia lutego 01 2010 04:30:19
Wierzymy w Pana,Panie Jurku!
Wierzymy w GKS i dziękujemy piłkarzom za serce! Niech wyjdą i pokażą je już w marcu na boiskach!
A my pokażemy,że jesteśmy z klubem na DOBRE i ZŁE!

Nigdy nie zginie! GKS nigdy nie zginie!
MartinCieszyn dnia lutego 01 2010 16:18:54
Widzę że nowy Prezes ma duży planów co do GieKSy smiley Zobaczymy z czasem co z tego wyniknie .smiley
ziom1962 dnia lutego 01 2010 16:29:50
zgadza sie oby prezes ze szalikiem wybiegł z Jeziorakiemsmiley i niech piwko postawi innymsmiley Musi być więcej ludzi czyli po 1-2-3-4-5 tysiącach bo tak niemoże być musimy być lepsi od resovi ci którzy jeszcze może pamietają tą przyśpiewkę "Jesteśmy zawsze tam gdzie nasz GKS Gra"
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
Dołącz do nas na Facebooku

JasNet
Najnowsza galeria zdjęć
Ostatni mecz
23 paĹşdziernika 2020, Tychy, 18:00
GKS Tychy - GieKSa 3:1 (2:0)
1:0 Bartosz Biel '11
2:0 Oskar Paprzycki '24
2:1 Daniel Rumin '84
3:1 Dominik Połap '90
Następny mecz
4 listopada, Wodzisław Śl., 12:30
GieKSa - Puszcza Niepołomice
Puchar Polski
10. kolejka - 23-25.10.2020
23.10 Tychy - GieKSa-:-
25.10 Puszcza - Nieciecza -:-
25.10 Łęczna - Miedź Legnica -:-
30.10 Chrobry - Odra Opole -:-
odw. Widzew - Bełchatów -:-
odw. Resovia - Sandecja -:-
odw. Arka - Zagłębie -:-
odw. Korona - Stomil -:-
odw. Radomiak - ŁKS Łódź -:-
Pełny terminarz
Tabela I ligi
1. ŁKS Łódź 8 22 20:4
2. Bruk-Bet Nieciecza 8 21 14:3
3. Odra Opole 9 20 9:6
4. Arka Gdynia 8 15 13:5
5. Górnik Łęczna 6 14 10:2
6. GKS Tychy 8 14 11:6
7. MiedĹş Legnica 9 13 14:11
8. Puszcza Niepoł. 7 11 8:8
9. Widzew Łódź 9 11 7:12
10. Radomiak Radom 7 10 11:10
11. Stomil Olsztyn 9 10 7:9
12. Chrobry Głogów 8 9 9:12
13. Korona Kielce 8 9 6:11
14. Zagłębie Sosnowiec 8 7 8:7
15. GKS Bełchatów 9 7 4:10
16. Resovia RzeszĂłw 8 4 6:14
17. GKS Jastrzębie 8 1 4:15
18. Sandecja N. Sącz 9 1 5:21
Pełna tabela